A może DipTrans? Kolejna edycja kursu przygotowującego do egzaminu Diploma in Translation - już jesienią 2024! ZOBACZ TERAZ

Aktualności

Odcinek 1: Egzamin pisemny

10.11.2023 / Aleksandra Szuba

O mnie, czyli autorce tego cyklu wpisów

W październiku minęły trzy miesiące od mojego zaprzysiężenia na tłumacza przysięgłego. Ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego nie przywiduje feminatywu. Tłumaczem jestem więc także na pieczęci. Wszędzie indziej jestem tłumaczką 😉

Stawiam pierwsze kroki w zawodzie, który wymarzyłam sobie dawno, dawno temu, jeszcze na studiach na warszawskiej lingwistyce stosowanej. I właśnie o tych pierwszych krokach, odkryciach i nabieraniu doświadczenia będzie ten cykl. Hasztag  #zżyciamłodejtłumaczkiprzysięgłej nieunikniony 🙂

Ale od początku. Mam na imię Ola. Tłumaczeniami zajmuję się od czasu ukończenia studiów w 2011 r. I chyba uczciwie byłoby przyznać, że wtedy zaczęłam swoje pierwsze przygotowania do egzaminu na tłumacza przysięgłego. Od zawsze podobała mi się precyzja prawa i respekt otaczający zawód tłumacza przysięgłego. Zdobycie uprawnień wydawało mi się logiczną konsekwencją rozwoju zawodowego, awansem na zawodowej ścieżce. A także, co tu dużo mówić, kwestią prestiżu.

Czy moje oczekiwania się spełniły? Sama tego jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że ten cykl pomoże nam odpowiedzieć na to pytanie!


O zgłoszeniu się na egzamin

Nie wiem, czy gdyby nie konkretne wezwanie do działania, w ogóle wysłałabym zgłoszenie na egzamin. Nie był to na pewno przypadek, ale nie czułam się pewnie. Sporo już umiałam, wiele nauczyłam się na różnych kursach przygotowawczych. Na jednym z nich, Treningu przed egzaminem na tłumacza przysięgłego (organizowanym przez Textem) prowadząca zachęciła nas do wysłania zgłoszeń na egzamin, jeśli wydaje nam się, że w ciągu najbliższego roku być może będziemy chcieli podejść do egzaminu. Uzupełniłam więc wniosek o wyznaczenie terminu egzaminu na tłumacza przysięgłego pobrany ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Wysłałam go listem poleconym za potwierdzeniem odbioru, a zwrotkę przypięłam nad biurkiem. I od tego czasu moja motywacja wzrosła. Wniosek wysłałam jeszcze w pandemii, w październiku 2020 r. Przestoje w organizacji egzaminu przez Ministerstwo Sprawiedliwości spowodowały, że moja kolejka wypadła dopiero w marcu 2022 r.

Czy przy wysyłaniu wniosku potrzebne są jakieś dodatkowe dokumenty?

Nie! Istnieje cała lista wymagań, które kandydat na tłumacza przysięgłego musi spełnić – ale pora na martwienie się tym przyjdzie dopiero przed zaprzysiężeniem. Oczywiście warto mieć na uwadze konieczność posiadania obywatelstwa polskiego albo obywatelstwa jednego z państw członkowskich UE i pełną zdolność do czynności prawnych czy brak karalności. Ale wysyłaniem dyplomu ukończenia studiów wyższych, zaświadczenia o niekaralności czy też potwierdzenia płatności za egzamin nie musicie zajmować się na tym etapie. Na razie wyślijcie wniosek i zabierzcie się do pracy.

Kiedy wezwą mnie na egzamin?

Nie wiem. Ja na pierwszy egzamin czekałam 1,5 roku. Wynikało to z pandemii i przestojów w organizacji egzaminów. Rozporządzenie mówi, że  egzamin zostanie zorganizowany nie później niż w terminie roku od dnia złożenia wniosku przez kandydata. Praktyka różni się z powodu ogromnego zainteresowania egzaminami z bardziej popularnych języków. Egzaminy odbywają się kilka razy w roku. Natomiast egzaminy z mniej popularnych języków są organizowane zazwyczaj raz w roku. Egzaminy z angielskiego odbywają się co 1-2 miesiące, jednakże trudno określić, kiedy przyjdzie Wasza kolej. Gdy tak się stanie, a panie w Wydziale Tłumaczy wyjmą Wasze zgłoszenie z przepastnego segregatora (poniosła mnie wyobraźnia!), otrzymacie zawiadomienie o wyznaczeniu terminu egzaminu na tłumacza przysięgłego przesłane listem poleconym. Zawiadomienie przyjdzie nie później niż 21 dni przed dniem egzaminu, który odbędzie się w Warszawie, przy ul. Zwycięzców 34.

Co zabrać ze sobą na egzamin?

Koniecznie dowód osobisty i potwierdzenie przelewu opłaty egzaminacyjnej. Egzamin rozpoczyna się od weryfikacji tożsamości kandydatów oraz wpłat za egzamin.

Warto pamiętać o dobrym długopisie, a na wszelki wypadek dwóch albo trzech. U mnie sprawdziły się cienkopisy, bo są lekkie i nie wymagają użycia nadmiernej siły przy pisaniu. Przed Wami 4 godziny pisania, warto ulżyć ręce. Na egzaminie nie wolno używać korektora ani długopisów ścieralnych, więc może nie bierzcie ich w ogóle z domu. Telefon weźcie, ale oczywiście nie wolno używać go w czasie egzaminu. Warto wziąć więc zegarek, żeby spokojnie kontrolować upływ czasu.


O czymś, co dla mnie jest kluczowe

Zanim opowiem o organizacji samego egzaminu pisemnego, wspomnę Wam o czymś, co dla mnie jest kluczowe: o wellness plan. Nazwę ukłuła Aggie Kwiecień na naszym kursie przygotowawczym, wspominając o innym długim egzaminie, który zdawała. Pisemna część egzaminu na tłumacza przysięgłego trwa cztery godziny. W tym czasie:

  • zgłodniejecie,
  • będzie Wam się chciało pić,
  • wyjdziecie do toalety,
  • być może zaliczycie atak paniki.

Warto się na to przygotować i strategicznie do tego podejść. Zabrać ze sobą jakieś jedzenie. Przetestować je wcześniej. Nie wiem, czy kiedykolwiek biegliście maraton. Mnie się zdarzyło to dwa razy i wrażenia były podobne. Co prawda podczas biegu w ogóle się nie stresowałam, ale jelita też płatały mi figle, więc jadłam lekkostrawne banany i inne odżywcze przekąski. Wracając do egzaminu: weźcie coś do jedzenia, ale niech to nie będzie nic w szeleszczącym opakowaniu, ani np. gotowane jajka – dbamy nie tylko o siebie, ale też o innych. Jeśli chodzi o picie, to polecam wodę oraz nie przesadzanie z kawą ani energetykami, które pobudzają perystaltykę. Wielu z Was będzie się denerwowało i bez nadmiernej dawki kofeiny.

Wizyty w toalecie wyglądają tak, jak na maturze. Oddajecie pracę komisji i wychodzicie, a po powrocie odbieracie pracę i wracacie na swoje stanowisko.


O korytarzu przed wejściem do sali egzaminacyjnej

Ostatni element omówię pokrótce, być może pogadamy o tym kiedyś więcej. Ten egzamin jest trudny i warto o tym pamiętać. Zestresujecie się, raczej na pewno. Na korytarzu przed wejściem do sali spotkacie ludzi z różnych części Polski, którzy powiedzą Wam, co było na poprzednich egzaminach, oraz że zdają już siódmy raz. Być może spróbują Was przepytać z jakiegoś trudnego działu, albo będą mieli trzy razy więcej materiałów niż Wy. Nie słuchajcie ich. Nie porównujcie się. To w ogóle nie ma sensu. O ile przyjemnie jest pogadać o wspólnym doświadczeniu, o tyle nie dajcie się wkręcić w żadne licytacje ani straszenie się nawzajem. Może pomocne będą zatyczki do uszu? Albo kojąca muzyka?


O przebiegu części pisemnej egzaminu

Jak już wspomniałam, ta część egzaminu trwa cztery godziny. Do przetłumaczenia macie cztery teksty: dwa z języka obcego na język polski i dwa z języka polskiego na język obcy. Dwa z tych tekstów powinny być tekstami o tematyce prawniczej. Pozostałe dwa będą zapewne tekstami publicystycznymi, artykułami z gazet. O tekstach, które pojawiają się na egzaminie jeszcze porozmawiamy.

Po weryfikacji tożsamości kandydatów i potwierdzeń wpłat za egzamin otrzymacie zadania egzaminacyjne i instrukcje kodowania. O czym warto pamiętać? Nie podpisujcie się na pracach. Wprowadzenie takich danych na arkuszu egzaminacyjnym może Was zdyskwalifikować. Uważnie słuchajcie instrukcji kodowania prac.


O brudnopisach i marginesach

Z praktycznych wskazówek: w czasie egzaminu zdecydowanie nie będziecie mieli czasu na pisanie na brudno. Każde tłumaczenie rozpoczyna się od informacji o kierunku tłumaczenia i ewentualnych uwagach w nawiasach kwadratowych, a kończy formułą poświadczającą. Uwaga, tu też nie zamieszczajcie swojego podpisu.

W czasie pisania warto dbać o przestrzenny charakter tekstu, a inaczej mówiąc – pisać co trzecią kratkę. W czasie tłumaczenia z pewnością zdarzą Wam się pomyłki i błędy. Po prostu skreślcie błąd i napiszcie nad tekstem, za nim, albo tam gdzie będzie miejsce. Ważne, żeby osoba sprawdzająca wiedziała, która wersja jest poprawna. Pisanie co trzecią kratkę ułatwi Wam poprawienie błędu.

Na wstępie egzaminu na pewno usłyszycie także, że Wasza praca będzie skanowana i wysyłana osobie sprawdzającej egzamin. Nie piszcie więc nic na samych brzegach strony, ani na górze czy na dole. Skanery bywają złośliwe. A nuż obetną jakieś zdanie?


O sposobie pracy i strategicznym podejściu do punktacji

Różne są strategie organizacji pracy na egzaminie. Ja tłumaczyłam teksty po kolei i dbałam o to, aby po każdym z nich przeczytać całość tłumaczenia. Nie dzieliłam tekstów na łatwiejsze i trudniejsze. Na szczęście tłumaczę dość szybko, więc z łatwością mieściłam się w czasie 45 minut na tekst. Jeden z egzaminów skończyłam mocno przed czasem, a wynik był dobry.  Nie piszę tego, żeby się chwalić, ale zachęcić. Szybkie podejmowanie decyzji i niezastanawianie się nad każdą frazą to umiejętność.

Za pisemną cześć egzaminu można zdobyć 200 pkt, a żeby zdać, trzeba zdobyć co najmniej 150 pkt. Każdy tekst ma więc wartość 50 pkt. Za same formuły poświadczające i znajomość formalnych zasad sporządzania tłumaczeń poświadczonych można zdobyć łącznie 20 pkt, po pięć na każdy tekst.

Jakie pułapki czekają na Was w czasie pisemnej części egzaminu?

  • nie wyrobicie się z czasem
  • nie będziecie znać tłumaczenia nazwy własnej
  • nie będziecie wiedzieć, jak przetłumaczyć dane słowo

Tak będzie! Na pewno! Nad czasem trzeba pracować i można to wyćwiczyć. Teksty egzaminacyjne mają objętość trzech czwartych strony A4. Cztery godziny to sporo czasu, jeśli umiecie zadbać o właściwą koncentrację.

Trudne nazwy własne na pewno się pojawią. Kilka z nich będziecie znali (wiwat glosariusz!). Przy którejś napiszecie [skrót nieznany tłumaczowi], a z inną poradzicie sobie opisowo [brytyjska instytucja zajmująca się adopcją]. Czy te sztuczki uratują cenne punkty? Być może. Najważniejsze, by żadne z tych rozwiązań nie spowodowało tzw. błędu krytycznego, za który można stracić aż 10 punktów. Nie umiem Wam powiedzieć, jak się tego ustrzec. Wydaje mi się, że to tego typu błędy, które wyrzucają odbiorcę tekstu docelowego  w kosmos i powodują poważne niezrozumienie tekstu. Komisja zdaje sobie sprawę, że w realnym świecie otworzylibyście kodeks, przeglądarkę lub zadzwonili do kolegi. To, co sprawdzają, to czy Wy w ogóle wiecie, że dane miejsce jest pułapką.

A jeśli nic nie wymyślicie? Nie będziecie wiedzieć, jak przetłumaczyć? No to nie będziecie wiedzieć, i tyle. Najgorsze, co można zrobić, to poświęcić na to zdanie pół godziny i w efekcie położyć cały tekst. Napiszcie coś maksymalnie ogólnego i do przodu. Podjęliście właśnie decyzję o stracie punktu, ale może uratujecie tym punktację za cały tekst. W całym egzaminie można sobie pozwolić na stratę aż 50 punktów. Strategiczne ich tracenie to też dobre rozwiązanie!

O materiałach, które można zabrać ze sobą na egzamin, jeszcze porozmawiamy.

I to już wszystko na dzisiaj. Do przeczytania za miesiąc!


Aleksandra Szuba

tłumaczka przysięgła i konferencyjna języka angielskiego (TP/97/23)

https://www.linkedin.com/in/aleksandra-m-szuba/

https://www.instagram.com/tlumaczka_angielskiego/

https://www.facebook.com/aleksandraszubatlumaczka

 

Tagi