Biblioteczka tłumacza
Na dwie pieczęcie, czyli praca tłumacza przysięgłego dwóch języków
Na pytania odpowiada Joanna Starzak-Leszczenko, tłumaczka przysięgła dwóch języków: niemieckiego i rosyjskiego, a także nasza wykładowczyni, ceniona i lubiana przez słuchaczy!
Czy uprawnienia z obu języków zdobyłaś mniej więcej w tym samym czasie? A jeśli nie, to co było pierwsze, jak wyglądał ten proces?
Od razu po ukończeniu Instytutu Lingwistyki Stosowanej oraz studiów podyplomowych IPSKT z języka rosyjskiego postanowiłam podejść do egzaminu na tłumacza przysięgłego, korzystając z wiedzy, umiejętności i terminologii, które miałam jeszcze „świeżo” w pamięci. Nie chciałam odkładać tego momentu na później – tym bardziej że miałam już za sobą kilkuletnią praktykę w zawodzie tłumacza. Udało się za pierwszym razem, chociaż egzamin był dla mnie sporym wyzwaniem. Najbardziej zaskoczył mnie chyba własny stres podczas części ustnej, tym bardziej, że moją specjalizacją w instytucie były przecież tłumaczenia konferencyjne. Był to rok 2013.
Ponieważ od początku studiów starałam się traktować oba języki równorzędnie i poświęcałam każdemu z nich tyle samo czasu i wysiłku, po uzyskaniu uprawnień tłumacza przysięgłego języka rosyjskiego postanowiłam od razu rozpocząć przygotowania do egzaminu z języka niemieckiego. Samo przygotowanie było dla mnie nieco łatwiejsze pod względem merytorycznym, ponieważ miałam już pewną wiedzę z zakresu prawa, finansów i ekonomii w języku polskim. Pozostało mi przede wszystkim uporządkowanie i poszerzenie niemieckiej terminologii specjalistycznej. Miałam też solidne przygotowanie językowe i kulturowe – jeszcze podczas studiów ukończyłam Szkołę Prawa Niemieckiego na Uniwersytecie Warszawskim. Uznałam więc, że najlepszym sposobem na powtórzenie materiału i usystematyzowanie wiedzy będzie kurs przygotowujący do egzaminu na tłumacza przysięgłego w TexteM. Była to bardzo trafna decyzja – w 2016 roku miałam już drugą pieczęć.
Czy i jak różni się praca z tymi językami jako tłumaczka przysięgła? Czy różnią się klienci, typy dokumentów, sytuacje?
Różnice są bardzo duże i wynikają przede wszystkim z uwarunkowań historycznych, kulturowych i gospodarczych krajów, w których te języki funkcjonują.
Zlecenia pisemne z języka niemieckiego otrzymuję przede wszystkim od biur tłumaczeń, firm oraz kancelarii. Są to zazwyczaj obszerne dokumenty prawnicze i handlowe. Klienci indywidualni zlecają mi natomiast najczęściej tłumaczenia dokumentów samochodowych oraz dokumentów związanych ze sprawami spadkowymi.
W przypadku języka rosyjskiego obecnie około 80 procent moich klientów stanowią osoby prywatne. Najczęściej tłumaczę odpisy aktów stanu cywilnego, dyplomy, książeczki pracy, umowy sprzedaży nieruchomości, a także dokumenty potrzebne do uzyskania Karty Polaka lub polskiego obywatelstwa. Dużych projektów z zakresu prawa gospodarczego jest dziś mniej niż na początku mojej kariery – w ciągu ostatniej dekady punkt ciężkości wyraźnie przesunął się z umów handlowych na dokumenty związane z sytuacją prawną klientów indywidualnych. Od czasu do czasu wykonuję również tłumaczenia dokumentów archiwalnych zapisanych cyrylicą dla osób poszukujących informacji o swoich przodkach.
Jeżeli chodzi o tłumaczenia ustne u notariuszy, zdecydowaną większość zleceń stanowi język rosyjski – około 95 procent. Pozostałe dotyczą głównie klientów niemieckojęzycznych, dla których tłumaczę czynności związane ze sprawami spadkowymi, testamentami oraz obrotem nieruchomościami.
Podobnie wygląda sytuacja w sądach i innych organach wymiaru sprawiedliwości, gdzie najczęściej pracuję z językiem rosyjskim. Zdarzyła mi się jednak również sytuacja, w której podczas czynności przeniesienia własności nieruchomości tłumaczyłam akt notarialny najpierw na język niemiecki, a następnie na rosyjski. Cała czynność trwała oczywiście dłużej, ale klienci byli bardzo zadowoleni, ponieważ nie musieli szukać dwóch różnych tłumaczy.
Od czasu do czasu otrzymuję również zapytania dotyczące tłumaczeń poświadczonych z języka rosyjskiego na niemiecki i odwrotnie. Początkowo były to sytuacje sporadyczne, ostatnio takich zleceń mam coraz więcej. W takiej sytuacji trzeba uświadomić klientowi, że zgodnie z przepisami polskiego prawa tłumacz przysięgły, nawet posiadający uprawnienia do dwóch języków, musi zawsze tłumaczyć z uwzględnieniem języka polskiego jako języka pośredniego. Oznacza to konieczność przełożenia wszystkich elementów dokumentu, w tym również opisów tłumaczenia oraz formuły poświadczającej. Jest to bardzo ciekawy temat, który zdecydowanie zasługuje na osobne omówienie.
Jak wygląda typowy tydzień pracy? Czy przeplatasz zlecenia z obu języków, dzielisz na dni…?
Tłumaczę wszystkie zlecenia w kolejności, w jakiej do mnie trafiają – nie dzielę pracy według języków ani nie przypisuję konkretnych dni do konkretnej pary językowej. W praktyce oznacza to, że jednego dnia mogę pracować nad dokumentem rosyjskojęzycznym, a chwilę później nad niemieckojęzycznym.
Zdarzyło mi się jednak kilka razy, że tłumaczenie z języka rosyjskiego opatrzyłam pieczęcią niemiecką i odwrotnie. Mimo że używam pieczęci z tuszem w różnych kolorach dla poszczególnych języków, zawsze muszę zachować czujność i uważnie sprawdzić, po którą pieczęć sięgam… Takie drobne pomyłki mogą się zdarzyć, szczególnie gdy pracuje się pod presją czasu i ma się do wykonania kilka pilnych zleceń jednocześnie.
Jak wygląda prowadzenie repertorium?
Prowadzę dwa elektroniczne repertoria czynności tłumacza przysięgłego – jedno dla tłumaczeń z języka niemieckiego, drugie – dla tłumaczeń z języka rosyjskiego. Liczba wpisów w obu repertoriach jest na ogół podobna, chociaż pod koniec każdego roku zawsze zastanawiam się, który język tym razem „wygra”.
Od kilku lat rosyjski i niemiecki pod względem liczby wpisów idą praktycznie łeb w łeb. Trzeba jednak pamiętać, że sama liczba wpisów nie pokazuje całego obrazu – aby takie porównanie było miarodajne, należałoby uwzględnić również liczbę przetłumaczonych stron. A tutaj zdecydowanie przeważa język niemiecki.
Czy bycie tłumaczką dwóch języków daje realną przewagę konkurencyjną?
Gdybym była tłumaczką tylko jednego z tych dwóch języków, myślę, że moja sytuacja zawodowa wyglądałaby zupełnie inaczej i być może z czasem musiałabym szukać dodatkowego źródła dochodów, traktując tłumaczenia poświadczone jako zajęcie wykonywane po godzinach. Oczywiście wiele zależy od specjalizacji, doświadczenia i modelu pracy, ale w moim przypadku możliwość pracy w dwóch językach zdecydowanie zwiększa stabilność zawodową.
Być może wynika to ze specyfiki tych języków – chociaż zarówno język niemiecki, jak i rosyjski zgodnie z obowiązującymi przepisami dotyczącymi wynagrodzenia tłumaczy przysięgłych należą do pierwszej grupy językowej. Widzę jednak, że w zależności od sytuacji geopolitycznej i gospodarczej w krajach niemiecko- i rosyjskojęzycznych liczba zleceń z danego języka ulega znacznym wahaniom. W ostatnich latach te wahania stały się szczególnie widoczne.
Dlatego zdecydowanie polecam zdobywanie uprawnień z dwóch, a nawet trzech języków. Od zawsze powtarzam, że im większa dywersyfikacja źródeł dochodu, tym większe bezpieczeństwo zawodowe – zwłaszcza w obecnych, dynamicznie zmieniających się realiach rynku.
Od dwóch lat uczę się również języka włoskiego – na razie jest to pewien eksperyment językowy, ponieważ przyswajam go nieco inną metodą, niż wcześniejszych języków obcych. Kto wie, być może za jakiś czas zdecyduję się szlifować go również w sposób ukierunkowany na kolejny egzamin na tłumacza przysięgłego? Wtedy mogłabym poszerzyć działalność o kolejną grupę językową.
Odkąd rozpoczęłam swoją przygodę z językami obcymi, wiedziałam, że chcę być tłumaczem. Każdy język, którego zaczynałam się uczyć, starałam się przyswoić jak najlepiej, a uzyskanie uprawnień tłumacza przysięgłego była niejako ukoronowaniem tego procesu. Dziś wiem już, że nie był to ostatni etap, ponieważ zawód tłumacza przysięgłego oznacza nieustanną naukę przez całe życie. I właśnie to najbardziej mi w nim odpowiada.