Zawsze ciekawiło cię, jak przebiegają nasze kursy? Teraz możesz się dowiedzieć z pierwszej ręki. Sławomira Evans uczestniczy w kursie przygotowującym do egzaminu DipTrans i opisuje na bieżąco swoje wrażenia.

26 XI: Nazwy własne to zmora!

Z przyczyn niezależnych ode mnie musiałam opuścić ostatnie webinarium tuz po jego rozpoczęciu. Aż do dziś nie miałam czasu na jego odtworzenie! Ale już to zrobiłam i od razu piszę mój krótki komentarz.

Było to bardzo ważne webinarium! Nazwy własne to zmora osób, które na co dzień nie mają do czynienia z taką ich różnorodnością w tłumaczeniu. Ponieważ jestem jedną z takich właśnie osób, proponuję, aby w tym tygodniu zaoferować kursantom jakieś strony internetowe, gdzie być może tłumaczenie takich nazw jest skumulowane, np. nazwy departamentów rządowych, najważniejszych agencji, organizacji. Jest to idealny moment, aby się nią podzielić.
Bardzo przydatny był komentarz dotyczący konstrukcji z with. Styl przekazu pani Weroniki jak zwykle świetny.

15 XI: Raport egzaminatora

Piszę świeżo po webinarium 8. Męczą mnie wątpliwości, czy mam jakiekolwiek szanse na zdanie egzaminu DipTrans, gdyż wciąż popełniam mnóstwo błędów. Myślę, że trudno będzie mi je wyeliminować w czasie, jaki pozostał do egzaminu, ale mimo wszystko chcę czuć, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, nawet mając świadomość tego, że mam małe szanse na sukces. Pomaga mi w tym zdecydowanie kurs – jest on bardzo dobrym doświadczeniem, bez względu na wynik egzaminu.

Jednym z kierunków, który rozważam obecnie jest powrót do nauczania. Tym razem nie geografii, ale języka angielskiego. Od kilku miesięcy uczę dwie koleżanki, a moje dzieci mają indywidualne nauczanie domowe. Grono chętnych do nauki stale się powiększa. Kurs DipTrans bardzo pomaga mi „ogarnąć” mój język polski i zwrócić uwagę na drobiazgi, które łatwo przeoczyć.

Próba wejścia na rynek tłumaczeń wciąż jednak majaczy gdzieś na horyzoncie. Więc niezależnie od tego, czy zdam egzamin, nie będzie to dla mnie stracona inwestycja. Pani Weronika jest bardzo dobrym nauczycielem, jednak zdarza jej się wyolbrzymiać nasze błędy i reagować na nie emocjonalne – być może dlatego w mojej głowie stają się one tak istotne. Taka neutralność i profesjonalizm aż do samego końca są zalecane szczególnie ze względu na to, że na kursie internetowym nie widzimy swoich reakcji, gestów czy mimiki. Ważne jest, aby na kursie wszyscy czuli się dobrze, bo przecież i tak zdajemy sobie sprawę z naszych słabości, a nawet jeśli tak nie jest, to i tak egzamin to zweryfikuje. Sam udział w kursie jest i powinien pozostać pozytywnym doświadczeniem, bez względu na to, jak banalne błędy popełniamy.

Merytorycznie webinarium było jak zwykle bardzo dobrze przygotowane. Szczególnie pożyteczne było dla mnie odwołanie się do raportów egzaminatora i przykładów w nim podanych było bardzo pożyteczne.

11 XI: Słowniki na egzaminie

Najlepszą częścią webinarium było omówienie sposobu korzystania ze słowników w trakcie egzaminu. Padło tam kilka bardzo cennych, praktycznych wskazówek.

W trakcie omawiania fraz wybranych przez p. Weronikę okazało się, że nie tylko one sprawiają trudności, ale czasem całe zdania, w których występują, więc dobrze jest tłumaczyć je w kontekście. 

Moja poprawiona praca domowa bardzo mnie tym razem rozczarowała.  Włożyłam w nią dużo wysiłku i byłam prawie pewna poprawności, a tu masz… błąd na błędzie i błędem pogania. Zrozumiałam, że prawo, po kilku latach przerwy, jest zbyt odległą już dla mnie dziedziną do tłumaczenia. Byłam przekonana, że wyrok to sentence, a judgement to orzeczenie, a tu okazuje się, że niczego nie mogę być pewna.

Cóż, przynajmniej zawęziłam juz sobie pole przygotowań do egzaminu! Myślę, że jest to największa nauka z tego doświadczenia, bo prędzej czy później taką weryfikację zdecydowanie należy przeprowadzić. 

27 X: Uwaga na drobiazgi!

Sprawdzone i bardzo klarownie poprawione prace domowe są bez wątpienia jednym z najważniejszych aspektów kursu. P. Weronika wyłapuje wszystkie brakujące przecinki, kropki, znaki, symbole waluty itp., dzięki czemu widać, jak bardzo trzeba uważać na drobiazgi i szczególiki, nie mówiąc już o poprawności słownictwa czy stylu. To bardzo pomaga wyczulić oko. 

Filmik o centach i procentach, mimo że jak zwykle bardzo dobrze przygotowany, mógłby zostać zastąpiony w tym tygodniu filmikiem o zbiegu znaków interpunkcyjnych. Nawiązują do tego dwie inne pomoce dydaktyczne i stanowiłoby to pewne kompendium dotyczące tego dość trudnego zagadnienia. Kilka przykładów w filmiku na pewno zapadałoby w pamięć lepiej niż sama prezentacja w Wordzie i artykuł 🙂 Centy i procenty są na pewno ważne, ale myślę, że 8 minut na ich wytłumaczenie to trochę dużo. Zwłaszcza, że w większości używamy po prostu symbolu %.

Natomiast webinarium przygotowane ponownie rewelacyjnie i bardzo merytorycznie.

20 X: Czy istnieje „złoty środek”?

Wracam do uczestnictwa w webinariach i wynoszę z nich bardzo dużo wiedzy. Pani Weronika bardzo przystępnie wyjaśnia kłopotliwe zwroty i udziela cennych wskazówek praktycznie przez całe zajęcia.

Chciałabym jedynie zasugerować, aby ująć w treści webinarium trochę tłumaczenia kłopotliwych, przynajmniej dla mnie, zdań z as czy after jako łącznikami dwóch zdań. Można powiązać to z innymi kłopotliwymi zwrotami. Zauważyłam, że w języku biznesu takie łączniki zdarzają się dość często, a ja nie zawsze mam pomysł na ich zgrabne przełożenie. Być może istnieje jakiś „złoty środek”, o którym nie wiem. 

30 VI: Nieobecność na webinarium nie stwarza żadnych problemów

Dawno zaplanowany wakacyjny wyjazd z rodziną uniemożliwił mi udział w czwartym webinarium kursu DipTrans. Nie stworzyło to jednak dużego problemu, gdyż wszystkie materiały, włącznie w nagraniem webinarium i zapisem czatu, są w każdej chwili dostępne na stronie kursu.

W tym właśnie tkwi ogromna przewaga kursów internetowych nad stacjonarnymi: nieobecność na zajęciach nie oznacza paniki i braku informacji o materiale do nadrobienia. Dodatkowo w tym tygodniu p. Weronika udostępniła nagranie (ponad godzinne!) wykładu – zapożyczonego z innego kursu – na temat szyku wyrazów, oraz kolejny własny filmik dotyczący tym razem zgodności gramatycznej. Stałym elementem jest już analiza pracy domowej z podaniem najlepiej przetłumaczonych fragmentów oraz tłumaczeniem wzorcowym. Pracy jest więc mnóstwo, jest interesująca i dobrze zaplanowana. Jestem bardzo zadowolona z udziału w kursie, na chwilę obecną nic dodać, nic ująć, nic poprawić.

16 VI: A może wspólny słownik trudnych zwrotów?

Nasz biblioteka wzbogaca się o nowe artykuły i tytuły gazet.  Mamy możliwość czytać coraz więcej. Od pewnego czasu chodzi mi po głowie pomysł, aby wprowadzić  możliwość zgłoszenia czegoś, z czym absolutnie nie wiemy, jak sobie poradzić.

W tym tygodniu, dla mnie,  jest to słowo „safeguarding” pojawiające się w związku z reportażami na temat zachowania niektórych pracowników Oxfam.  Na tyle, na ile wiem, słowo to nie ma dokładnego polskiego odpowiednika. Tematy dotyczące „safeguarding” są także bardzo aktualne w Polsce, gdyż przepisy ich dotyczące są wciąż w wielu instytucjach w powijakach, albo ich nie ma.  Pamiętam, jak kilka lat temu zapytałam o to dyrektora jednej za szkół.  Nie wiedział o co mi chodzi, i to bynajmniej nie dlatego, że nie znałam bezpośredniego tłumaczenia słowa „safeguarding”. 

Może warto byłoby pomyśleć o wspólnym słowniku, w którym uczestnicy zgłaszają problematyczne zwroty, słowa – nie więcej niż jeden na tydzień – a chętni podpowiadają możliwe odpowiedzi.  Te zostają, powiedzmy po tygodniu, zweryfikowane przez p. Weronikę lub inną osobę z Textem, tak aby była pewność, że udzielone odpowiedzi są prawidłowe.  Nie mówimy tu o obowiązku wprowadzania niczego, ani o obowiązku odpowiedzi na nic, tylko o dodatkowym kole ratunkowym rzuconym uczestnikom kursu.

10 VI: Wszystko robi się bardziej realne

Z oddaniem pierwszej pracy domowej poprawionej przez p. Weronikę wszystko robi się o wiele bardziej realne.  Pokornie porównuję swoje tłumaczenie z tłumaczeniem wzorcowym udostępnionym na kursie i widzę, że mam jeszcze dużo do zrobienia. A więc czytanie, czytanie, czytanie; w tym celu mogę skorzystać z internetowych źródeł, którymi dzielimy się w kursowej bibliotece, jak i analizować moje tłumaczenie z tekstem wzorcowym. Są to bardzo dobre pomysły, a ja chciałabym zrobić tutaj jeszcze jeden krok. 

Przyszedł mi jeszcze do głowy pomysł, aby dodatkowo zacząć samodzielnie tłumaczyć coś, co już zostało opublikowanie i przetłumaczone na język polski.  Zwłaszcza, że idą wakacje i będzie sporo czasu. Wybrałam dwie pozycje, jedna to popularno – naukowa pozycja autora, który mnie interesuje, a druga to ostatnio zakupiony w Empiku thriller. Jestem w trakcie zamawiania ich angielskich,  oryginalnych wersji.  I podobnie jak z pracą domową na kursie, zacznę podglądać, jak to robią inni, na konkretnych przykładach. 

7 VI: Już trochę więcej wiadomo

Wczorajsze, drugie z rzędu webinarium było bardzo udane. Zarówno ilość przerobionego materiału, jak i jego rozplanowanie były właściwe, a przekaz merytoryczny i konkretny, szczególnie omawianie poszczególnych fraz z quizu, a później z tekstu. Chociaż wciąż nie wiem za wiele na temat jednego z kryteriów, mam zapewnienie od p. Weroniki, że będzie omawiać je dokładniej w trakcie dalszej pracy.

Wyłania się już pewna metodologia tłumaczenia zasugerowana na koniec webinarium, w skrócie: Przetłumacz dosłownie — Potraktuj to jako punkt wyjścia —–Rzeźb, aż będzie ładnie.

Jest to bardzo pomocne, gdyż myślę, że dla osób, które nie tłumaczą zawodowo, tak jak ja, problemem jest granica pomiędzy tłumaczeniem dosłownym a pozwoleniem sobie na dalsze zmiany. P. Weronika zdaje się to rozumieć i myślę, że na dalszych etapach nauczymy się jeszcze o wiele więcej, co, jak i czym można zastąpić. To z kolei pozwoli nam nabrać większej pewności siebie w tego typu manewrach.

Kolejny, rewelacyjny filmik na temat przecinków! Dlaczego są one takie ważne? Jak błędy interpunkcyjne odnoszą się do całości oceny pracy? Czy są jakieś ilościowe kryteria? W swojej pracy maturalnej z języka polskiego w 1988 r. zrobiłam jeden błąd ortograficzny z „nie” pisanym oddzielnie. Nauczyciel jasno powiedział mi, że byłaby 5, gdyby nie ten błąd, dostałam przez to 4, bo takie były wtedy aspekty oceniania, i musiałam przez to zdawać egzamin ustny.  Mam nadzieję, że to moje nieszczęsne „nie” też gdzieś tam w przyszłości zostanie omówione, bo jak już p. Weronika zauważyła, wciąż robię takie właśnie błędy.

3 VI: Pierwsze trudności

Bardzo podoba mi się to, że od samego początku pracy na kursie, korzystamy z Examiner’s Reports.  To niezastąpione źródło inspiracji, aczkolwiek niezbyt obszerne.  Mamy także dostęp do kryteriów oceniania DipTrans.  Aspekt pierwszy wydaje się sprawdzać przede wszystkim rozumienie tekstu, zaś aspekt drugi ocenia jakość użytego języka polskiego. 

Byłam nieco rozczarowana małą ilością czasu poświęconą na omówienie tych kryteriów. Każdy aspekt składa się z kilku podpunktów i tu właśnie jest pies pogrzebany.  Największą trudność sprawia mi na chwilę obecną jeden z tych podpunktów – nie tylko nie bardzo wiem, co to jest, a nawet założywszy, że wiem coś niecoś, nie wiem jak sobie z tym poradzić w pracach domowych, z których druga już czeka za rogiem.  Myślę, że pewne podpunkty z obydwu aspektów powinny być obszerniej wyjaśnione już na starcie, bo jest to sednem całej sprawy.  

Najlepszym jednak zasobem według mnie, jest filmik o przesuwaniu przecinka – fantastyczna alternatywa na żmudne paragrafy o interpunkcji. Czekam na kolejne z tej serii.

31 V: Zaczynamy!

Kurs przygotowujący do DipTrans rozpoczęto jeszcze przed jego rozpoczęciem.  Bez presji czasowej można było zapoznać się z ogólnymi zasadami i wymogami samego egzaminu, a także w spokoju zacząć tłumaczenie pierwszych wyzwań językowych. 

Pierwsze webinarium, prowadzone przez p. Weronikę Szemińską, pozwoliło mi uwierzyć, że mój czas będzie tu szanowany i że mogę się wiele nauczyć. Umiejętne porównywanie odpowiedzi udzielanych przez uczestników kursu z tymi, jakich oczekiwaliby egzaminatorzy, uświadomiło mi, jak trudny jest egzamin DipTrans i jak dobrze będzie mieć przewodnika, który jest nie tylko doświadczonym tłumaczem, ale i kompetentnym nauczycielem, a takim właśnie wydaje się być p. Weronika.

Wykorzystane materiały oraz sposób ich użycia są przemyślane i mają na celu zwrócenie szczególnej uwagi na kwestie bardzo trudne, tak aby od samego początku było jasne, że niespodzianki i różne angielskie twórcze kombinacje językowe wymagają równie twórczego podejścia tłumacza.

W trakcie omawiania przygotowanej prezentacji pojawiało się wiele komentarzy i pytań, które prowadząca najczęściej ignorowała.  Moje obawy, co z tym będzie dalej zostały rozwiane zapewnieniem, że p. Weronika przejrzy ten czat po webinarium i przygotuje na nie odpowiedzi. Uważam to za bardzo dobrą taktykę, gdyż łatwo jest w sytuacji czatu na webinarium odejść od tematu i zmarnować sporo cennego czasu.  Kiedy zaś uczestnicy kursu zaczęli wykonywać wspólne ćwiczenia, nastąpiło pełne wejście prowadzącej w interakcję z grupą, co pokazało, że ma ona kontrolę nad tym jak przebiegają prowadzone przez nią zajęcia.  Jest to kolejnym argumentem wspierającym mój wcześniejszy wniosek, że czas na tym kursie, jak na razie jest wykorzystywany bardzo dobrze.

Myślę, że od strony technicznej dobrze by było rozpocząć pierwsze webinarium 10-15 minut wcześniej, nawet tylko przez samego technika, pozwalając wszystkim sprawdzić połączenie. Dla przykładu mój komputer zacinał się i musiałam zorganizować alternatywę, tracąc początkowe minuty.  Myślę też, że za pierwszym razem atmosfera jest taka, że każdy jest poddenerwowany i chce się upewnić, że wszystko działa, myślę, że to by pomogło uczestnikom. Kiedy p. Weronika włącza się o 18.30 każdy byłby już podłączony.  Bardzo współczuję p. Weronice problemów z przerwą w dostawie prądu, bo to musiało być bardzo stresujące właśnie w tym momencie, ale pięknie sobie z tym poradziła.

Wróć do kategorii