Podpowiada Michał Szczyszek – profesor UAM, specjalista w dziedzinie współczesnej polszczyzny, jej normy oraz standaryzacji językowej, w tym – w zakresie tłumaczeń tekstów na język polski. Zajmuje się także lingwistyką kryminalistyczną (jako biegły sądowy w zakresie językoznawstwa polonistycznego) oraz lingwistyką komputerową (we współpracy z instytutami badawczymi i korporacjami informatycznymi zarówno polskimi, jak i międzynarodowymi). Jest kierownikiem Studiów Podyplomowych „Poprawna Polszczyzna dla Tłumaczy, Weryfikatorów i Postedytorów”. Zapraszamy do kontaktu: poradnia@textem.com.pl.

Chodzi mi o to, aby język giętki
powiedział wszystko, co pomyśli głowa.

Juliusz Słowacki

A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

Mikołaj Rej

Podpowiedź jedenasta:
TEMAT, REMAT A SENS ZDANIA

Zacznijmy od wydawałoby się prostego zdania – krótkiego cytatu z prasy:

1) Wiele osób może inwigilować Pegasus.

Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do liniowego czytania tekstu – do lewej do prawej strony kartki. Można by hipotetycznie założyć, że skutkować to może tendencją do określania relacji składniowych „ułożonych” zgodnie z porządkiem linearnym danego komunikatu. W niektórych „językach obcych” właśnie pozycja wyrazu w zdaniu – czy stoi on przed czy po orzeczeniu – determinuje funkcję składniową słowa w komunikacie. W ostatnich czasach, pod wpływem niektórych języków obcych, i w polszczyźnie zaczyna się pojawiać tzw. zjawisko pozycyjności składniowej, tzn. zależności relacji składniowej wyrazu od jego miejsca w układzie linearnym (w szyku) zdania. Jednakże w języku polskim – dzięki jego fleksyjności – potrafimy wyodrębnić relacje składniowe, które niekoniecznie idą w zgodzie z szykiem wyrazów w zdaniu, z ich linearnym uporządkowaniem. Przykładowo w zdaniu:

2) Do szkoły z ciężkim tornistrem dzieci już od połowy marca nie chodzą.

Podmiotem jest tu oczywiście wyraz dzieci, orzeczeniem – chodzą itd. Można by to zdanie przekształcić praktycznie w dowolny sposób, np. tak:

3) Z ciężkim tornistrem dzieci już od połowy marca nie chodzą do szkoły.

4) Od połowy marca dzieci z ciężkim tornistrem już nie chodzą do szkoły.

Generalnie znaczenie tych trzech komunikatów (przykłady 2), 3), 4)) jest niemalże identyczne. Jednakże w wyniku przekształceń zostały uwydatnione pewne aspekty opisywanej rzeczywistości. W zdaniu 2) – najistotniejszą informacją jest do szkoły, w zdaniu 3) – z ciężkim tornistrem, w zdaniu 4) – od połowy marca. Jest to zależne od struktury tematyczno-rematycznej, o której pisaliśmy w jednej z poprzednich porad. Zgodnie z nią każdy element zdania znajdujący się na jego początku stanowi informację najważniejszą, główną, podstawową dla tego komunikatu

Wróćmy do przykładu 1). Wydaje się, że jest prosty, klarowny i konkretny. Jednakże – co tu jest podmiotem, a co dopełnieniem? Jaki jest więc sens tego zdania, jakie jego znaczenie? Czy wiele osób to podmiot? Czy może jednak Pegasus – to podmiot? Dodać tu trzeba by, że od pewnego czasu wiemy, że Pegasus to narzędzie do szpiegowania (elektronicznego) wykorzystywane przez służby specjalne. Prasa rozpisywała się o tym w pewnym okresie; my jednak skupimy się tylko na stronie językowej (językoznawczej) zagadnienia. Zatem: czasownik inwigilować ma rekcję biernikową, tj. wymaga dopełnienia w bierniku (por. WSJP: (https://wsjp.pl). Rzeczownik pegasus odmieniać można zgodnie ze wzorem odmiany dla takich rzeczowników nieosobowych, jak np. mus, przymus. W ich wypadku biernik jest równy mianownikowi. Wydaje się więc, że wszystko ze zdaniem 1)jest w porządku… Jednakże czytelnik nadal nie wie, kto lub co kogo lub co inwigiluje (może inwigilować). Czy to wiele osób inwigiluje (może inwigilować) (system) Pegasus? Czy raczej (system) Pegasus inwigiluje (może inwigilować) wiele osób? Wydaje się, że autorowi chodziło o tę drugą sytuację, a więc Pegasus jest podmiotem, a wiele osób dopełnieniem. Jednakże autor dokonał pewnego przekształcenia – wysunął na początek zdania informację wiele osób, jako główną w tworzonej strukturze tematyczno-rematycznej. To oczywiście nie jest jeszcze grzechem filologicznym. Grzech pojawia się w momencie, gdy autor nie zmienił gramatycznie dalszego ciągu tego komunikatu. Czytelnik polski – przyzwyczajony do odnajdywania relacji składniowych według form fleksyjnych wyrazów składających się na komunikat – mógł się po prostu pogubić. Skoro mamy dwie struktury mogące uchodzić za formy mianownikowe i lub biernikowe (wiele osób oraz Pegasus), to co jest podmiotem czynności, której mowa, a co jej dopełnieniem? Wysunięcie informacji wiele osób okazuje się, że nie pozostało obojętne dla interpretacji składniowej i semantycznej zdania. W kontekście uznawanej za niepoprawną w polszczyźnie tendencji do przejmowania z „obcych języków” pozycyjności składniowej, takie przekształcenie tematu i rematu przy braku wyraźnych wyznaczników fleksyjnych zaskutkowało owym zamieszaniem z semantyką. Przecież wystarczyć by mogło drobne uzupełnienie analizowanego komunikatu, aby był on naprawdę precyzyjny. Na przykład takie:

5) Wiele osób można inwigilować przez (system) Pegasus.

Pokazuje to, że – nadal i słusznie – tendencji do pozycyjności polskiego zdania nie należy akceptować.

Podpowiedź dziesiąta:
NIEFORTUNNOŚĆ JĘZYKOWA

Niefortunne sformułowania, niedobrze dobrane w pary wyrazy – to zdarza się każdemu. Niekiedy ta niefortunność powoduje niezrozumienie komunikatu, zatem – nieporozumienia. Czasem wywołuje efekt zabawny czy nawet komiczny, zasilając pulę lapsusów językowych. O taką niefortunność nietrudno w procesie przekładu z języka na język. Oto garść przykładów z tłumaczeń na język polski:

1. Od czasu RECESJI SIECI SKLEPÓW oferujących OKAZJE przeżywają rozkwit i stały się jednym z najszybciej rosnących sektorów sprzedaży detalicznej.

2. Taki profil szybkiego wzrostu, wraz ze sprzyjającymi warunkami na giełdzie i tanim kredytem, spowodował FALĘ NOWYCH SPÓŁEK notowanych na giełdzie.

O co tu chodzi? „Recesja sieci sklepów”? „Sklepy oferujące okazje”? „Fala nowych spółek”? Doszło tu do połączenia wyrazów, które co prawda mogą się pojawić w jednym komunikacie, ale tak „sparowane” dziwią się sobie i dziwią czytelnika. To jest dobre w poezji i często tam wykorzystywane np. jako budulec metafor artystycznych. Natomiast w pozostałych rodzajach tekstów nie ma to uzasadnienia. Z treści powyższych przykładów możemy wnioskować, że nie jest to przekład poezji. Jest to raczej przekład specjalistycznego tekstu publicystycznego czy naukowego, traktującego o zjawiskach gospodarczo-ekonomicznych. Zatem taka metaforyzacja nie powinna się tu pojawić.

Co tu się wydarzyło?

Wyraz recesja – jak podaje „Wielki słownik języka polskiego” (dalej WSJP; https://wsjp.pl) – ma znaczenie ‘zjawisko polegające na zahamowaniu rozwoju gospodarczego, skutkujące obniżeniem dochodu narodowego’ i ma takie kolokacje: recesja ekonomiczna, gospodarcza; strukturalna, transformacyjna, długotrwała; głęboka, ogromna, europejska, globalna, ogólnoświatowa, światowa, na rynku, na świecie, na Zachodzie, w budownictwie, w gospodarce, w przemyśle, w rolnictwie; w jakimś kraju; w Europie, w Niemczech, w Polsce. Nie ma więc recesji „sieci sklepów”. Zjawisko pojawiającej się tu niefortunności związane jest z zaburzeniem łączliwości semantyczno-leksykalnej rzeczownika „recesja” oraz z nienajlepszym ułożeniem składniowym wyrazów w przykładzie pierwszym. Zdanie to zbudowano następująco „Od czasu RECESJI SIECI (…)”. Taka struktura zdania stałą się  dodatkową przyczyną owej niefortunności i spowodowała pogłębienie się zaistniałych kłopotów z odbiorem tego komunikatu związanych z zaburzeniem łączliwości semantyczno-leksykalnej. Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem składniowym mogłaby być np. taka konstrukcja: „Recesja spowodowała, że niektóre sieci sklepów (…)”.

Natomiast „sklepy oferujące okazje” to typowe „uproszczenie”, komunikatu, które miało na celu wyrażenie dość bogatej treści za pomocą minimalnej liczby wyrazów. Wyraz okazja w swoim podstawowym znaczeniu to (za WSJP): ‘sytuacja lub zdarzenie, które sprzyjają czemuś’, w drugim swoim znaczeniu, to ‘ważne wydarzenie, uroczystość lub święto’, a w trzecim – ‘osoba lub pojazd, który zabiera coś lub kogoś po drodze’. Z kontekstu tego pierwszego przykładu możemy wywnioskować, że nie chodzi ani o znaczenie drugie, ani o trzecie. Zatem można przypuszczać, że raczej chodzi tu o ‘sytuację lub zdarzenie, które sprzyjają czemuś’ – ale w sensie handlowym. Zatem chodzi o „okazje” w handlu, które związane są z przeceną, wyprzedażą produktów, z oferowaniem ich po obniżonej cenie. I tak rozbudowaną konstrukcję należałoby tu zamieścić, aby – mimo swej większej objętości, była bardziej precyzyjna. Opisywane tu „skrócenie” powoduje komplikacje semantyczne i kłopoty ze zrozumieniem intencji nadawcy.

Ostatni przykład: „fala nowych spółek” – jest sformułowaniem podobnym w swej naturze do „okazji”. Zastosowano tu bowiem ponownie zabieg mający na celu zaoszczędzenie ekonomii językowej. Nadawca skrócił sobie strukturę składniową, wkładając w nią wyrazy, które dziwiąc się sobie zadziwiają odbiorców. Bardzo bogata treść związana z tym, „co poeta chciał powiedzieć” została „upakowana” jedynie w trzech wyrazach. Można przypuszczać, że optymalnie fraza ta mogłaby brzmieć np. tak: „(…) spowodował, że pojawiło się dużo spółek, które po raz pierwszy notowano na giełdzie”.

Podsumowując: krócej nie zawsze znaczy prościej. To jest odwieczna walka między precyzją semantyczną a ekonomią środków wyrazu. Jak widać – precyzja semantyczna często przegrywa z ekonomią.

Podpowiedź dziewiąta:
WIĘCEJ ŚWIATŁA

Tak, więcej światła, więcej jasności, tj. więcej precyzji. Precyzji semantycznej wynikającej z dobrze dobranego synonimu. Precyzji będącej też skutkiem właściwego użycia wyrazu w dobrym kontekście – także pod względem łączliwości semantyczno-leksykalnej i składniowej.

Przyjrzyjmy się kilku przykładom wynotowanym znów z autentycznych tłumaczeń na język polski:

1. Podobnie jak wiele ANALOGICZNYCH firm, zwiększył również swój kapitał, aby WESPRZEĆ bilans.

2. W 2014 r. Lloyds oddzielił się od Grupy Bankowej TSB, co było warunkiem udzielenia PAKIETU ratunkowego postawionym przez europejskie organy regulacyjne.

3. Podobnie jak inne banki Lloyds DOKONAŁ ZWIĘKSZENIA zasobów (…) Lloyds DOKONAŁ WYDZIELENIA działalności (…).

4. Ten NIESTETY bardzo popularny produkt kosztował sektor bankowy miliardy funtów szterlingów z tytułu rękojmi.

W przykładzie 1. mamy do czynienia z dwoma usterkami. Obie dotyczą nie do końca adekwatnie dobranych synonimów. Owszem i oczywiście: zdanie jest zrozumiałe, ale jego zrozumienie (zgodne z zakładaną intencją nadawcy) wymaga pewnego wysiłku. Ten wysiłek jest spowodowany… sileniem się nadawcy na stworzenie tekstu bardziej formalnego, niż trzeba. Przymiotnik analogiczny, jak podaje choćby internetowy „Słownik synonimów” (https://www.synonimy.pl/), mógłby zostać zastąpiony jednym ze swoich bliskoznaczników: podobny, zbieżny, zbliżony, odpowiadający, porównywalny, pokrewny, paralelny. Najlepiej pasujący do kontekstu, to po prostu przymiotnik podobny.

Podobnie rzecz się ma z czasownikiem wesprzeć. Tu wystąpiło oczywiście znaczenie: ‘okazać komuś pomoc’. Dla tego znaczenia są możliwe synonimy: podeprzeć, wspomóc, pomóc, dopomóc, poratować, podratować, wzmocnić, dofinansować, wyciągnąć pomocną dłoń, dać komuś oparcie/wsparcie, posłużyć komuś ramieniem, udzielić komuś pomocy itd. itp. Najlepszym rozwiązaniem byłoby użycie czasownika dofinansować. Dodatkowym argumentem byłby tu fakt, że w tym analizowanym 1. przykładzie nie został w pełni zrealizowany schemat składniowy czasownika wesprzeć. Schemat ten wygląda tak: wesprzeć + KOGO/CO + (CZYM) – jak czytamy w „Wielkim słowniku języka polskiego” (https://www.wsjp.pl/; dalej WSJP). Co prawda owo czym jest wzięte tu w nawias jako fakultatywne. Jednakże ta fakultatywność realizacji schematu składniowego jest wprost zależna od konkretnego kontekstu. Musi w z niego bowiem wynikać właśnie owo czym KOGO/ CO wsparto. W wypadku czasownika dofinansować schemat jest prostszy: dofinansować + KOGO/CO, co byłoby lepszym rozwiązaniem dla tego przykładu również z powodów czysto składniowych.

W przykładzie 2. mam do czynienia z niemal identycznym zjawiskiem. Udzielać raczej można bonifikaty, gwarancji, poparcia, poręczenia, rabatu, wsparcia – to są naturalne kolokacje analizowanego tu czasownika (tak wynika znów z analizy zapisów w cytowanym już WSJP). Raczej nie powinno się udzielać PAKIETU ratunkowego. Ten pakiet nie jest naturalną kolokacją czasownika udzielać. Pojawiło się tu zatem przełamanie bariery łączliwości semantyczno-leksykalnej, co powoduje kłopoty z precyzją i jasnością sformułowania i jego odbiorem przez czytelników.

Natomiast w przykładzie 3. „wahadło precyzji” wychyliło się w drugą stronę. Nadawca chciał tu z kolei wykazać się – nadmierną – dokładnością. Fraza dokonać zwiększenia/ wydzielenia ma po prostu charakter tautologiczny (a dokładniej – jest pleonazmem). Czasownik dokonać jest tu pusty semantycznie, nic nie znaczy. Lepiej byłoby zatem napisać po prostu: Podobnie jak inne banki Lloyds ZWIĘKSZYŁ zasoby (…) Lloyds WYDZIELIŁ działalności (…) (choć tu najlepiej byłoby: wyodrębnił). Skąd się biorą takie „puste” użycia czasownika dokonać? Wynika to z tendencji (nadawców) do stworzenia tekstów bardzo formalnych – na wzór tekstów kancelaryjno-urzędowych. Jest to oczywiście niewskazane w innych niż urzędowe typach komunikacji międzyludzkiej.

W ostatnim przykładzie rzecz dotyczy zakłócenia szyku, z czego wynikają swoiste problemy z interpretacją przekazanej informacji. Partykuła niestety powinna się znaleźć w innym miejscu tego zdania. Mogłoby być np. tak: NIESTETY ten bardzo popularny produkt kosztował sektor bankowy miliardy funtów szterlingów z tytułu rękojmi. Lub tak: Ten bardzo popularny produkt NIESTETY kosztował sektor bankowy miliardy funtów szterlingów z tytułu rękojmi. Lub tak: Ten bardzo popularny produkt kosztował sektor bankowy NIESTETY miliardy funtów szterlingów z tytułu rękojmi. Takie przemieszczenie partykuły w inne miejsce zdania definiuje – jak widać – domniemywaną rzeczywistą intencję nadawcy, która raczej nie dotyczyła tego, że produkt był (niestety) popularny, ale że raczej tego, że popularność produktu spowodowała (niestety) ogromne koszty w sektorze bankowym.

Zatem więcej światła – zarówno na poziomie leksykalnym (synonimy!), jak i składniowym, nie wyłączając nawet szyku!

Podpowiedź ósma:
KWESTIA STYLU

Kwestia stylu bywa paląca i jest dyskutowalna. Dotyczy bowiem sposobu formułowania myśli w zależności od kontekstu, sytuacji, gatunku tekstu itp. Czym jest w takim razie styl językowy? To zestaw środków językowych przypisywanych określonym rodzajom, typom, gatunkom tekstów. Inaczej tę samą treść wyrazimy w mailu do kumpla, a inaczej – w liście do prezydenta kraju. Użycie w mailu do kumpla sformułowań, które powinny by się znaleźć w liście do prezydenta, często jest traktowane jako błąd stylistyczny (i oczywiście na odwrót). Mimo pozoru subiektywności oceny stylistycznej, ta właściwość tekstu jest jednak dość mocno zobiektywizowana.

Przyjrzyjmy się kilku przykładom z tłumaczeń. W przykładzie pierwszym zaznaczyłem sformułowania, które nie pasują do całej reszty:

  • Ludzie zwykle wierzą komunikatom, które łatwo zapadają w pamięć i są wyrażone w jasny sposób, nawet gdy sam przekaz jest GŁUPI lub błędny. Mamy też tendencję do IDENTYFIKOWANIA SIĘ z osobami, które są do nas podobne, przy czym jednym z najbardziej oczywistych WSKAŹNIKÓW takiego podobieństwa jest język. Ma to znaczenie w kontekście kryzysu, przez jaki PRZECHODZI strefa euro, a który był szeroko dyskutowany w Krynicy (…)

Wyróżnione wyrazy nie powodują problemów komunikacyjnych, tzn. rozumiemy ten tekst, rozumiemy, co poeta chciał powiedzieć i co powiedział. Jednakże nie pasują one do reszty, z jakiegoś powodu te „klocki” językowe są „innego koloru” niż reszta. Wyrazy głupi, przechodzi – pochodzą z niskiego, potocznego, kolokwialnego rejestru polszczyzny. Wyrazy identyfikowania, wskaźników pochodzą z odmian wysoko specjalistycznych, naukowych współczesnej polszczyzny. Mamy więc do czynienia z rozchwianiem stylistycznym tekstu, przy czym nawet nie bierzemy pod uwagę adresata, gatunku czy intencji nadawczej (bo na podstawie tego krótkiego fragmentu nie można tego określić). Odnosimy te wyrazy tylko i wyłącznie do struktury tego tekstu i swoistej średniej stylistyczno-leksykalnej, która się tu ujawniła.

Nieco odmienny problem stylistyczny pojawia się w drugim przykładzie:

  • Każde z dostępnych rozwiązań PROBLEMU europejskiej wieży Babel niesie ze sobą jakieś PROBLEMY.

Tu istotniejszą usterką stylistyczną jest powtórzenie tego samego wyrazu w zbliżonym, choć nieco odmiennym znaczeniu. Właśnie problemy można by próbować zastąpić inną propozycją, np. konsekwencje, następstwa.

W trzecim dzisiejszym przykładzie mamy jeszcze inne zjawisko z szerokiego spektrum stylistycznego:

  • I to nie tylko angielskiego, ale też innych języków europejskich oraz aby osiągały w nich płynność. Dotyczy to również Brytyjczyków. Można by w ten sposób uspokoić obawy przed dominacją angielskiego i nadać realną MOC idei zjednoczenia w różnorodności.

Wyróżniony w nim wyraz moc ma specyficzną właściwość stylistyczną. Wskazuje bowiem bardzo wyraźnie na językową proweniencję tłumaczenia. Pokazuje zatem, jaki jest język oryginału. W polszczyźnie lepszym, neutralnym tłumaczeniem angielskiego power byłby w tym kontekście np. wyraz siła.

Trzy przywołane przykłady pokazują, z jakimi subtelnościami językowymi wiążę się praca z tekstem, z jakim subtelnościami tłumaczenia zmagać się musi tłumacz. Pokazują one także – co w tej podpowiedzi jest kluczowym zagadnieniem – jak te drobne z pozoru niuanse wpływają na ostateczny kształt tekstu, jego wydźwięk i potencjalny odbiór.

Podpowiedź siódma:
MYŚLNIK (I MYŚLENIE)

Myślnik — prosta pozioma kreska, a daje niekiedy tyle do myślenia… Do czego on służy? Pełni różne funkcje. Za najważniejszą uznaje się oznaczanie przerwania toku wypowiedzi, zawieszenia głosu czy wprowadzenia szczególnej intonacji. To tzw. funkcja prozodyczna. Polega ona na uwrażliwieniu czytelnika na pewne mogące zajść zmiany w odczytywaniu tekstu na głos. Ta funkcja będzie nas tu mniej interesowała, chociaż może dawać do myślenia, wiąże się bowiem często z oznaczaniem opuszczonych lub niewypowiedzianych fragmentów tekstu. Takie niedopowiedzenia zawsze są bardziej znaczące niż to, co wypowiedziane… Zwłaszcza że tu pojawia się kolejna funkcja myślnika: oznaczanie stanów emocjonalnych. A tu już — ilu Polaków, tyle interpretacji uczuć! Często w tych funkcjach myślnik — bywa nadużywany (jak tu, w miejscu przed — „bywa”). I często nadużywający broni się, że przecież chciał „zawiesić głos”, dodać trochę „niedopowiedzianej tajemnicy”, czy podkreślić „swoją miłość”. Nie zawsze tłumaczenia są zasadne. Czasem tłumaczący się zorientował się po fakcie, że przesadził z myślnikami, które niewiele dają do myślenia. Oszczędzajmy sobie i naszym czytelnikom takich powodów do myślenia — nie nadużywajmy myślnika w tych funkcjach (jak znów — przed „nie nadużywajmy”)! Czasem taki myślnik pojawia się po prostu wtedy, gdy piszącemu wydaje się, że chce dać coś znaczącego do myślenia.

Inna sytuacja zachodzi wtedy, gdy wykorzystujemy myślnik w celu wyodrębnienia fragmentu tekstu. Wtedy należy użyć dwóch myślników – otwierającego i zamykającego wyodrębnienie. W takim wypadku nie może być mowy o nadużywaniu tego znaku interpunkcyjnego. Popatrzmy na przykłady:

1. Urodziłem się — o ile dobrze pamiętam — w roku 1970.

2. Odpisała mi — zdaje się —  po dwóch latach.

3. W telewizji — w wieczornym programie informacyjnym — pokazano lądowanie człowieka na Marsie.

W powyższych przykładach myślniki można też zastąpić dwoma innymi znakami interpunkcyjnymi: przecinkami lub nawiasami. Przecinki w porównaniu z myślnikami są słabszym znakiem wyodrębniającym, a nawiasy wzmacniają efekt wyodrębnienia wtrącenia. Porównajmy:

4. Urodziłem się, o ile dobrze pamiętam, w roku 1970.

5. Odpisała mi, zdaje się, po dwóch latach.

6. Odpisała mi (zdaje się) po dwóch latach.

7. W telewizji (w wieczornym programie informacyjnym) pokazano lądowanie człowieka na Marsie.

Pojawia się nawet w niektórych sytuacjach komunikacyjnych nakaz ujmowania dwoma myślnikami — otwierającym i zamykającym — pewnych wtrąceń. Dzieje się tak, gdy do tekstu (głównego) wprowadzamy jakąś uwagę, np.:

8. Człowiek — jak zauważył Maksim Gorki — to brzmi dumnie.

9. Należy więc — dodał uszczypliwą uwagę — zrobić to i tamto.

Na zakończenie warto dodać, że myślnik (—) bywa często w druku zastępowany półpauzą (–). Taka zamiana nie daje i nie powinna dawać do myślenia językowego. To tylko drobny zabieg typograficzny, niewnoszący nic do struktury czy interpretacji tekstu.

Podpowiedź szósta:
PRZECINEK A PARTYKUŁA W ŚRODKU ZDANIA

W jednej z poprzednich podpowiedzi pisaliśmy o partykułach znajdujących się na początku zdania. W takich wypadkach należy unikać stosowania przecinka oddzielającego tak zlokalizowaną partykułę od reszty zdania. Co się jednak powinno wydarzyć z przecinkiem, gdy taką partykułę (taki modulant) postanowimy wprowadzić w sam środek komunikatu?

Rozważmy zatem takie sytuacje, w których w środku zdania pojawi się któryś z podanych modulantów chyba, ewentualnie, na przykład, nawet, prawdopodobnie, przynajmniej, raczej, taki jak, zwłaszcza (lub jakiś jeszcze inny wyraz występujący w danym zdaniu w funkcji modulantu). Oto kilka przykładów:

1. W czasie wakacji może nie starczać czasu na różne sprawy, na przykład na pracę.

2. Często wychodzimy do znajomych, przynajmniej raz w tygodniu.

3. Pożyczyłam sobie nową książkę, taką jaką czytałaś.

4. Na Marsie nie ma dziś życia, prawdopodobnie przez warunki klimatyczne.

W tych czterech pierwszych przykładach wyrazy zapisane kursywą wprowadzają sformułowania mające charakter dopowiedzenia. Te dopowiedzenia uwypuklają pewne informacje z pierwszej części zdania; informacje, które znajdują się przed wyrazami zapisanymi kursywą. W takich wypadkach należy postawić przecinek przed partykułą – tak, jak to jest w przytoczonych powyżej przykładach. Dopowiedzenia te są bowiem elementem komunikatu, który można całkowicie pominąć bez szkody dla budowy zdania i przekazu informacyjnego.

Warto jednak pamiętać o pewnych specyficznych sytuacjach. Jeśli takie dopowiedzenie postanowimy przenieść do środka zdania, czyli po nim wrócimy do głównego wątku komunikatu, to będzie to element wtrącony. Będzie to więc dopowiedzenie o składniowej charakterystyce wtrącenia. W takich wypadkach należy dopowiedzenie występujące wewnątrz zdania oddzielić przecinkami z obu stron. Garść przykładów:

5. Często, przynajmniej raz w tygodniu, wychodzimy do znajomych.

6. Uwielbiam czekoladę, zwłaszcza mleczną kokosową, choć gorzką też nie pogardzę.

7. Ciągle opowiada o swojej pracy, na przykład o awansach i podwyżkach, i nikt już nie może tego słuchać.

8. Mam nadzieję na nagrodę, chyba zasłużyłem, i długi urlop.

Zdarzają się niekiedy i na szczęście z rzadka wypowiedzi, w których człon wprowadzany partykułą w środku zdania nie jest dopowiedzeniem. Są one niezmiernie trudne do wyśledzenia w tekstach. Według zaleceń, w takich wypadkach nie powinno się stawiać przecinków, jak w przykładach poniższych:

9. W nocy pojazd stojący na przykład na drodze powinien być oświetlony.

10. Kontemplatorem słów pewnego znamiennego typu był spośród twórców literackich na przykład Norwid.

Wydaje się jednak bardziej sensowne, aby tego typu komunikatów starać się unikać, tj. aby nie stosować struktur, w których trudno ustalić, czy fraza wprowadzana partykułą jest dopowiedzeniem, czy nie. Zdania 9. i 10. Równie dobrze mogłyby przybrać postać bez takiego modulantu:

11. W nocy pojazd stojący na drodze powinien być oświetlony.

12. Kontemplatorem słów pewnego znamiennego typu był spośród twórców literackich również Norwid.

Taka zmiana nie zmienia (lub prawie nic nie zmienia) w przekazie informacyjnym komunikatu, a upraszcza jego budowę.

Podpowiedź piąta:
LICZEBNIK NA POCZĄTKU ZDANIA

W tej podpowiedzi odpowiemy na Państwa kolejne pytanie. Tym razem dotyczy ono występowania dat na początku zdania. Wyjściowe pytanie brzmi:

W tłumaczonych przez mnie tekstach często pojawiają się zwroty typu „11 lutego” czy „7 maja”. Jeśli jednak taka fraza ma być na początku zdania, to piszę „W dniu 11 lutego”. Jak to czytać? Niby należałoby: w dniu jedenastym lutego (czy w jedenastym dniu lutego)…? Ale to brzmi dziwnie. Czy jednak w dniu jedenastego lutego? Jak się to powinno wymawiać?

Zacznijmy od tego, że data na początku zdania nie jest z zasady niczym nagannym. Niekiedy jest to wymóg gatunkowy tekstu, np. kalendarza lub dziennika. Czasem zależy od tego, co chcemy powiedzieć. Zgodnie z koncepcją struktury tematyczno-rematycznej, w której temat, to główna informacja, a remat – poboczna, dodatkowa, na początku wypowiedzi w języku polskim powinien znaleźć się właśnie temat. Tematem, a nie rematem, powinnyśmy zaczynać każdą wypowiedź. Zatem, jeśli najważniejszą informacją naszego komunikatu ma być data, to może się ona znaleźć na początku zdania, nawet zapisana i słownie, i cyframi, np. 11 marca 2020 r.

Jak to czytać? Najprościej, tj. 11 marca 2020 r. (słownie: jedenastego marca dwa tysiące dwudziestego roku). Natomiast niezalecane konstrukcje wariantywne: W dniu 11.03.2020 r. (słownie: W dniu jedenastego marca dwa tysiące dwudziestego roku lub w dniu jedenastym marca / w jedenastym dniu marca 2020 roku) są obarczone dwoma mankamentami. Stylistycznym i znaczeniowym.

W planie stylistycznym przykłady te przywołują głównie styl urzędowy, uwierający czytelników skostnieniem, nieprzyjaznością, nadmiernym formalizmem i bezosobowością. Fraza z dopełniaczową formą liczebnika (W dniu jedenastego marca…) wyjątkowo mocno trąci urzędowością. Jeśli jednak już się nam zdarzy konstrukcja w takim formacie (choć lepiej nie! i lepiej jej unikać!), to powinno by się ją odczytywać raczej jako frazę miejscownikową, czyli w dniu jedenastym marca / w jedenastym dniu marca 2020 roku. Zatem – z uzgodnieniem przypadków rzeczownika dzień i liczebnika wyrażającego datę dzienną. Jednakże sformułowanie: w jedenastym dniu marca 2020 roku, przypomina teksty podniosłe, np. z Biblię. Można tu podać starotestamentowy przykład – z Księgi liczb: „W pierwszym dniu siódmego miesiąca będziecie mieć zwołanie święte”. Formuła taka nie należy więc do neutralnego (i naturalnego) rejestru stylistycznego polszczyzny. Zatem – ze stylistycznego punktu widzenia należy uznać takie frazy za niewłaściwe, niepoprawne.

W planie znaczeniowym wyraz dzień jest całkowicie zbędny, bo gdy podajemy datę 11.03.2020, to wiadomo, że chodzi właśnie o jedenasty dzień trzeciego miesiąca roku 2020. Jest to więc rodzaj tautologizmu, czyli błędu językowego i logicznego. Zatem – z semantycznego punktu widzenia również należy uznać takie frazy za niewłaściwe, niepoprawne.

Kwestię tu poruszaną można by rozszerzyć i na inne zdania polskie, w których na początku pojawia się liczebnik. Rzecz dotyczyć może np. tłumaczeń na język polski zdań zaczynających się w obcych językach np. tak: „The 81-year old woman (…)” czy „Die 81-jaehringe Frau (…)”. Tu podobnie do tego, co wyżej napisaliśmy o lokalizowaniu dat: z zasady zaczynanie zdania polskiego od liczebnika nie jest niczym nagannym pod warunkiem, że informacja wyrażona liczebnikiem będzie tematem, a nie rematem zdania. Generalnie jednakże, informacja wyrażana liczebnikiem rzadko kiedy bywa tematem. Zazwyczaj stanowi ona dodatkową okoliczność jakiejś akcji, czynności, procesu, o którym orzeka się w zdaniu. W związku z czym warto stosować szyk zdania odpowiadający strukturze tematyczno-rematycznej. Sprowadza się to – z nielicznymi wyjątkami – do przesuwania w głąb zdania lub nawet na jego koniec informacji liczebnikowej. Natomiast komunikat rozpoczyna się od informacji o podmiocie czy o samej czynności. Można by więc te przykładowe zdania angielsko-niemieckie oddać w języku polskim np. tak: Pani X, która ma 81 lat, mieszka w…, Przewodnicząca stowarzyszenia, mająca 81 lat i mieszkająca w….

Taka decyzja – o przesuwaniu w głąb zdania liczebnika – jest wspierana także fleksyjnym charakterem polszczyzny. Wynika bowiem stąd konieczność uzgodnienia form liczebnika z wyrazem, do którego się odnosi, którego jest określeniem. Ulokowanie liczebnika na początku zdania może takie uzgodnienie utrudniać. Czytając linearnie komunikat, nie potrafimy od razu ustalić wyrazu, do którego odnosi się liczebnik. To może być przyczyną dodatkowych, wtórnych błędów językowych powstających w trakcie samego czytania tak skonstruowanego komunikatu.

Podpowiedź czwarta:
PRZECINEK A PARTYKUŁA

Przecinek, niby prosta rzecz, niby zawsze wiadomo, gdzie go postawić, jak go użyć. W praktyce jednakże nastręcza niekiedy różnych kłopotów. Skąd się biorą nasze wątpliwości interpunkcyjne? Powód – teoretycznie – jest łatwy do zidentyfikowania. Otóż, około 150 lat temu, w połowie XIX wieku, nastąpiła zmiana w zakresie generalnej zasady interpunkcyjnej. Dotychczas panującą nadrzędną zasadę retoryczną polskiej interpunkcji zastąpiła zasada składniowa. Zasada retoryczna wskazywała miejsca w tekście, w których należy zrobić pauzę, np. na oddech. Natomiast zasada składniowa – jak czytamy w WSO (czyli w Wielkim słowniku ortograficznym PWN z zasadami pisowni i interpunkcji, redakcja naukowa oraz opracowanie zasad pisowni i interpunkcji polskiej prof. Edward Polański, wydanie III, poprawione i uzupełnione, Warszawa 2010) – brzmi: „Interpunkcja polska ma przede wszystkim charakter składniowy. Oznacza to, że znaki interpunkcyjne służą głównie do uwydatniania logiczno-składniowej konstrukcji zdań”. Wydaje się zatem, że wystarczyłoby nie stosować zasady retorycznej, a zastosować się do wymogów składniowych. Proste w teorii, niełatwe w praktyce, zwłaszcza że ślady retoryczności interpunkcji polskiej pokutują jeszcze we współczesnych tekstach.

Przecinek – to tzw. krótka pauza i „najczęściej używany znak rozdzielający”. Pełni zatem funkcję wyodrębniania mniejszych niż zdanie struktur składniowych, fraz. Doskonale to widać w przykładzie 1., który jest zaczerpnięty z opracowania lingwistycznego, a więc z tekstu naukowego:

1. Z zasady, by pozostawać cały czas w centrum źródła wyjściowego, nie próbowaliśmy niczego dopowiadać czy porządkować w poglądach F. de Saussure’a poprzez sięganie do prac polskich komentatorów strukturalizmu genewskiego, co oczywiście nie wynika z umniejszania dokonań takich wybitnych znawców problemu, jak chociażby Adam Heinz, Adam Weinsberg, Witold Mańczak czy Tadeusz Milewski.

W tym dość długim zdaniu naukowym autor doskonale wyzyskał właściwości przecinka, oddzielając od siebie poszczególne frazy i zdania składowe, a także wyodrębniając elementy wtrącone (jak choćby frazę „by pozostawać cały czas w centrum źródła wyjściowego”).

Gdybyśmy dokonali drobnych transformacji tego zdania, ujawniłyby się nam inne właściwości polskiej interpunkcji. Popatrzmy na przykład 2. (modyfikację przykładu 1.):

2. Z zasady nie próbowaliśmy niczego dopowiadać czy porządkować w poglądach F. de Saussure’a poprzez sięganie do prac polskich komentatorów strukturalizmu genewskiego, co oczywiście nie wynika z umniejszania dokonań takich wybitnych znawców problemu, jak chociażby Adam Heinz, Adam Weinsberg, Witold Mańczak czy Tadeusz Milewski.

Pojawia się tu oczywiście dyskutowany problem oddzielenia przecinkiem elementu „Z zasady”.

Jest to tzw. partykuła, zwana też niekiedy modulantem. Ma ona za zadanie wyrażenie jakiejś oceny intelektualnej czy emocjonalnej lub też opisanie skrótowo stanowiska autora wobec treści zdania, które poprzedza. W polskiej interpunkcji takiego modulantu nie powinno się oddzielać przecinkiem od zdania, do którego się odnosi. Tak jest właśnie w przykładzie 2. Jednakże bardzo często się zdarza, że pod wpływem języków obcych, zwłaszcza współczesnej angielszczyzny, taki element zdania jest oddzielany przecinkiem od reszty zdania. Jest to w polszczyźnie niezalecane i traktowane jako obcy wpływ. Natomiast trzeba zwrócić uwagę, że w przykładzie 1. przecinek po modulancie musi się oczywiście pojawić, ponieważ zapowiada wyodrębnienie elementu wtrąconego. Popatrzmy na kilka dalszych przykładów (partykuły zapiszemy tu kursywą):

3. Może pójdziemy do kina.

4. Oby to była prawda.

5. Przecież chciałeś zobaczyć ten film.

6. Biegnij no szybciej, bo nie zdążymy przed nocą.

W powyższych przykładach – od 3. do 6. – z oczywistą oczywistością nie zastosujemy przecinków oddzielających partykuły od reszty zdania.

Zatem na podobnej zasadzie należy potraktować partykuły w przykładach poniższych – w 7. i 8.:

7. Ponadto spodziewam się dobrego rozwiązania.

8. Tylko Basia umie piec naleśniki.

Także i w przykładach 9. i 10. nie powinno się stosować przecinka oddzielającego partykuły:

9) Mianowicie uważam, że masz rację.

10) Ewentualnie można by przyjąć takie stanowisko w zakresie interpunkcji polskiej.

W odniesieniu do tych dwóch ostatnich przykładów, a poniekąd i w odniesieniu do przykładów 7. i 8., bardzo często zaobserwować można wpływ języka angielskiego: stosowanie przecinka po partykułach. Taka interpunkcyjna pożyczka jest także „wspierana” przez starą retoryczną zasadę interpunkcyjną, która już dawno w polszczyźnie odeszła do lamusa. Zatem przecinek oddzielający partykułę od reszty zdania jest we współczesnej polszczyźnie niewskazany i zupełnie niepotrzebny.

Podpowiedź trzecia:
MIEĆ czy POSIADAĆ?

Tym razem to Państwo – Czytelnicy naszych podpowiedzi, Tłumacze – zadali kilka pytań. Pytań istotnych, nieoczywistych. Pytanie, które wygrało w głosowaniu, brzmi: Czy można powiedzieć, że ktoś działa „w zakresie posiadanych uprawnień”, czy można „posiadać prawo do działania”? Zatem pojawia się nieco kłopotliwa kwestia użycia słowa posiadać nie w odniesieniu do rzeczy.

Zagadnienie to związane jest z występowaniem pary synonimów mieć oraz posiadać. Synonimy te wykazują pewne odmienności w zakresie użycia i łączenia się (łączliwości) z innymi wyrazami. Zajrzyjmy zatem do słowników współczesnej polszczyzny, skupiwszy się na znaczeniach wyrazu posiadać. W Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny (pod red. A. Markowskiego, Warszawa 2014 – dalej WSPP) czasownikowi temu przypisano dwa znaczenia: 1. ‘mieć coś na własność, być właścicielem czegoś’ oraz 2. ‘mieć opanowaną wiedzę w jakiejś dziedzinie, znać się na czymś’. Zacytowane znaczenie 1. ‘mieć coś na własność, być właścicielem czegoś’ odnosi się tylko do rzeczy, przedmiotów mających niemałą wartość, głównie materialną. Spójrzmy na przytoczoną w słowniku przykładową kolokację: Posiada duży majątek.. Jednakże, w kontekście zadanego pytania, będzie nas interesowało tylko znaczenie 2. Istotne będą też wynikające z tego konsekwencje związane z tzw. łączliwością semantyczną (leksykalno-semantyczną).

Łączliwość semantyczna to zjawisko polegające na (najprościej rzecz ujmując) możliwości łączenia w jedną frazę wyrazów należących do różnych tzw. pól semantycznych (czyli sfer tematycznych). Czasownik posiadać na pewno można łączyć z wyrazami z pola rzeczy, przedmioty wartościowe. Czasownik ten można też łączyć ze słowami z pola wiedza, kompetencje, czyli z pewnymi pojęciami abstrakcyjnymi uzasadniającymi jakieś postępowanie czy pozycję (społeczną). Dzięki wyodrębnionemu 2. znaczeniu widać wyraźnie, że otwiera się „potencjalna możliwość” tworzenia wypowiedzi z czasownikiem posiadać łączącym się z określonymi pojęciami abstrakcyjnymi. Co prawda, WSPP w ogóle nie wymienia połączenia posiadać prawo do działania. Nie wiemy więc eksplicytnie, czy takie połączenie akceptuje. Możemy się tylko domyślać, że dopuszcza taką „potencjalną możliwość”.

To, że połączenie czasownika posiadać z pojęciami abstrakcyjnymi jest możliwe, a nie tylko potencjalnie możliwe, przekonuje WSJP (https://www.wsjp.pl/). Słownik ten wyodrębnił aż 6 znaczeń tego czasownika: 1. ‘mieć na własność coś cennego lub ważnego’, 2. ‘mieć na własność coś cennego lub ważnego’, 3. ‘być wyposażonym w jakąś część składową lub części nazwane sąsiadującymi rzeczownikami’, 4. ‘dysponować czymś, co umożliwia istotne działania’, 5. ‘pozajmować miejsca siedzące’, 6. ‘tworząc grupę ptaków lub owadów, zatrzymać się gdzieś, zaprzestając lotu’. Oczywiście, w kontekście zadanego pytania, interesują nas tylko cztery pierwsze znaczenia. Najbardziej natomiast – znaczenie 4. W kolokacjach dodanych do tego znaczenia czytamy między innymi, że posiadać można: atest, certyfikat, dokument, dowody, dyplom, koncesję, licencję, monopol na coś, obywatelstwo, pozwolenie, prawo do czegoś, uprawnienia, zezwolenie, zgodę. Wśród wyliczonych kolokacji znalazła się i taka: posiadać prawo do czegoś. Zatem połączenie posiadać prawo do działania jest obecnie jak najbardziej akceptowalne, obok równoznacznej, wariantywnej frazy mieć prawo do działania,  q.e.d. (co należało dowieść).

Podpowiedź druga:
SŁOWA, SŁOWA, SŁOWA

Otóż to, słowa, słowa, słowa… Chyba każdy z nas je czyta. Często też je pisze, słyszy i mówi. Jednakże – czy zawsze w dobrym kontekście, we właściwym znaczeniu, z odpowiednią wartością stylistyczną? Przyjrzyjmy się znów kilku przykładom z tłumaczeń na język polski:.

  1. Wynika stąd gigantyczny poziom nierówności, którym rząd mógłby się zająć, tworząc SILNIEJSZE programy LOKALNE skierowane do małych dzieci.
  2. Z WSZELKIMI LEKCJAMI dla rodziców wiąże się jednak ogromna STYGMATYZACJA (…)
  3. Przed osiągnięciem trzeciego roku życia dzieci z zamożnych rodzin słyszą średnio o 30 milionów słów więcej niż ich ubożsi rówieśnicy, co prowadzi do powstania „PRZEPAŚCI słownej”, która sprawia, że dzieci z biednych rodzin.
  4. Badania stale wykazują, że dzieci, których rodzice pozostają w związku małżeńskim (…) osiągają lepsze wyniki pod względem BEHAWIORALNYM, KOGNITYWNYM, jak również zdrowotnym niż dzieci osób, które jedynie razem mieszkają.
  5. Niestety z wszystkim, co kojarzy się z „zajęciami/warsztatami dla rodziców” wiąże się DRUZGOCĄCY STYGMAT (…)
  6. Do grona winowajców niektórzy dołączają również przemysł farmaceutyczny, czy też ESTABLISHMENT naukowy.
  7. Pamiętam, jak mój przyjaciel – TĘGI lekarz, miłośnik rugby (…)
  8. Jeżeli nie uda nam się ograniczyć popytu na antybiotyki, będzie nam potrzebny niekończący się STRUMIEŃ nowych leków.

Zaznaczyłem wyrazy, które szczególnie mnie tu zainteresowały czy zaniepokoiły. Niby wszystko z nimi w porządku, generalnie – można je zrozumieć, generalnie – rozumiemy zdania, w których się pojawiły. Ale – jest małe ale. Słowa te zwracają na siebie baczniejszą uwagę niż pozostałe występujące w tych zdaniach. Niejako przyglądają się sobie i swoim towarzyszom z jakimś zdziwieniem.

Jednak w tekście nieartystycznym słowa (i inne jednostki tekstu) raczej nie powinny przykuwać aż takiej atencji. Po pierwsze – wyrazy te są niewłaściwie użyte.  Pojawiają się w niewłaściwym kontekście lub „wlewa się” w nie niewłaściwe znaczenie – jak w słowach ze zdań: 1) silniejsze … lokalne, 2) lekcjami, 3) przepaści, 7) tęgi, 8) strumień. Po drugie – bywa też, że zostały zapożyczone z innych rejestrów stylistycznych polszczyzny, niższych czy wyższych, np.: 2) wszelkimi, 4) behawioralnym, kognitywnym, 5) druzgocący stygmat, 6) establishment. Po trzecie – niejednokrotnie dochodzi do hiperbolizacji, wyolbrzymienia językowego (tak w zdaniach 3) stygmatyzacja, 3) przepaści, 5) druzgocący. Po czwarte – z oczywistych względów pojawiają się swoiste cytaty z języków obcych (z tekstu oryginalnego). Są one prawie że „fałszywymi przyjaciółmi tłumacza”. Prawie że, bo w tekście polskim oznaczają co prawda to, co w oryginalnym. Powodują jednakże ograniczenie leksykalne narzucane przez obcojęzyczny tekst oryginalny. To w polszczyźnie może być przyczyną nieporozumień, np.: 1) lokalne, 4) behawioralnym, kognitywnym, 6) establishment, 8) strumień.

Nie zawsze wystarczy sprawdzić w słowniku polskie odpowiedniki oryginalnych sformułowań. Trzeba by niekiedy wyczuć nie tylko intencję nadawcy (tekstu oryginalnego), ale także – intencję odbiorczą adresatów tekstu tłumaczonego. Ostatnio ugruntowuje się pogląd, że po opublikowaniu tekstu, autor nie ma już wpływu na jego odbiór. Powtórzmy więc teraz, w tym kontekście, tę starą prawdę o bardzo ważnej roli tłumacza!

Warto sięgać do internetowego „Wielkiego słownika języka polskiego” (https://www.wsjp.pl/). Warto pozwolić sobie na tej podstawie na stwierdzenie, że – po pierwsze może wcale nie chodzić o silniejsze … lokalne, a np. o odpowiednie wsparcie samorządowych programów…. nie lekcjami, a zajęciami, odczytami, wykładami, szkoleniami, nie przepaści, a luki, różnic (w słownictwie). Tęgi – tu przecież nie chodzi o grubego (lekarza), ale o wysportowanego, krzepkiego, a strumień – a tu, no właściwie, o co tu chodzi?… Po drugie – warto by sięgnąć też np. do „Słowosieci” (http://plwordnet.pwr.wroc.pl/wordnet/)– kolejnego dzieła językoznawców polonistów i informatyków).  Można by sprawdzić w niej  wartość stylistyczną czy nacechowanie ekspresywne wyrazów wszelkimi, behawioralnym, kognitywnym, druzgocący stygmat, establishment.  Następnie zastąpić je podpowiadanym synonimem umotywowanym podanymi kolokacjami czy przykładami użycia. Podobnie można by postąpić z wyrazami typu stygmatyzacja, przepaści, druzgocący – sprawdzając ich wartość emocjonalną (potencjalną zdolność do wyolbrzymiania czy pomniejszania). I po czwarte – tłumaczyć, a nie jedynie „kopiować i wklejać” z obcojęzycznego oryginału i mniej czy bardziej polonizować „odpowiedniki”, nadając im powab polskiej fleksji, wymowy i zapisu. Czy – idąc dalej – lać wodę w polski strumień, nadając mu zupełnie nowe a zapożyczone znaczenie. Nawet jeśli wydaje się, że te wyrazy w całości brzmią po polsku, ba! mają rodzimy rodowód, to jednak niekoniecznie odpowiadają potrzebom odbiorczym polskiego adresata.

Podpowiedź pierwsza:
DŁUGOŚĆ ZDANIA

Mając od teraz zawsze w pamięci oba cytaty – zarówno ze Słowackiego, jak i z Reja – zacznijmy od kilku przykładów z kilku przekładów różnych tłumaczy na język polski:

1) Tragiczne w całej sytuacji jest to, że w coraz większym stopniu instytucja małżeństwa jest zarezerwowana dla zamożnych osób z wyższym wykształceniem, a rozpadanie się rodzin powoduje niezliczone problemy, które dodatkowo przyczyniają się do nierówności.

2) Przed 3. urodzinami dzieci z bogatych rodzin słyszą o 30 mln słów więcej niż ich ubożsi rówieśnicy, co przyczynia się do powstania tzw. „luki słownej”, która sprawia, że dzieci z uboższych rodzin pozostają w tyle pod względem osiągnięć naukowych i rozwoju.

3) Przykładowo w Stanach Zjednoczonych program Rhode Island Providence Talks, w ramach którego rodzice noszą urządzenia, które rejestrują liczbę wypowiadanych codziennie słów i na bieżąco otrzymują porady, jak lepiej rozmawiać ze swoimi dziećmi, zdobył nagrodę Mayors Challenge za innowacyjność polityki.

4) Chociaż lekcje dla rodziców łatwo skrytykować jako nadmierną interwencję rządu albo wpływ państwa (nad)opiekuńczego, tak wiele mogłoby się zmienić, gdybyśmy wszyscy uznali, że uczenie się, jak być lepszym rodzicem jest równie normalne, co uczenie się, jak jeździć samochodem.

Co je łączy? Między innymi dłuuugość zdania. Są one o prostu bardzo długie, gdy się weźmie pod uwagę budowę naturalnego polskiego zdania. Średnio zawierają one po 39 wyrazów! Przypomnijmy (statystycznie), że naturalne polskie zdanie zawiera do około 10 słów. Tu, w każdym przykładzie, jest ich znacznie więcej. Podobnych zdań można odnaleźć całkiem sporo w polskich wersjach tłumaczeń…

Zdania te zbadałem za pomocą cyfrowego narzędzia analizującego poziom trudności komunikatu (ogólnodostępna, darmowa internetowa aplikacja Jasnopis.pl opracowana przez językoznawców polonistów i informatyków). Okazało się, że uzyskały one ocenę 5 w siedmiostopniowej skali ocen. Mogłoby się wydawać, że to całkiem bardzo dobry wynik. Jednakże tu – im „lepsza” ocena, tym poziom trudności wyższy… Dodatkowo narzędzie cyfrowe podało ocenę opisową analizowanych zdań: „Tekst trudniejszy, zrozumiały dla ludzi wykształconych”. Pytanie zasadnicze brzmi zatem: czy taki był cel tłumaczy, aby uzyskać tekst „trudniejszy…”. Z góry można by przyjąć, że niekoniecznie, nie zawsze i nie wszędzie.

Z czego wynika owo rozbuchanie składniowe? Z przejęcia wprost struktury tekstu oryginalnego. Coś, co w oryginale może uchodzić za właściwe, poprawne, standardowe w danym języku, w języku docelowym (tu: w języku polskim) niekoniecznie tak będzie traktowane. Cztery przykładowe zdania nadmiernie „uzależniają się” od zdań wyjściowych. Nadmiernie im „ufają”. W polszczyźnie wszak te same treści mogą być wyrażone w składniowo prostszy – krótszy – sposób. Można bowiem zbudować dwa lub trzy zdania oddające ten sam sens, co te nadmiernie rozbudowane, „ślepo” uzależnione od struktury składniowo-logicznej oryginału w obcym języku.

Można by dokonać takich przykładowo transformacji omawianych zdań:

5) Trwałe małżeństwa są częstsze wśród ludzi z wyższym wykształceniem. Rozpad rodziny powoduje wiele kłopotów. Przyczyniają się one do pogłębiania nierówności społecznych.

6) Do trzyletnich dzieci z bogatszych rodzin dociera, nim osiągną ten wiek, 30 mln słów więcej niż do ich biedniejszych rówieśników. Skutkuje to powstaniem tzw. „luki słownej”, która sprawia, że biedniejsze dzieci pozostają w tyle z nauką i z rozwojem.

7) W USA prowadzony jest projekt społeczny „Rhode Island Providence Talks”. Rodzice noszą urządzenia liczące, ile słów wypowiedzieli. Otrzymują później porady, jak lepiej rozmawiać ze swoimi dziećmi. Projekt ten dostał nagrodę „Mayors Challenge” za innowacyjność.

8) Można oczywiście krytykować programy rządowe, nawet te zmierzające do poprawy relacji między rodzicami i ich dziećmi. Można je uznawać za nadmierną interwencję rządu albo wpływ państwa (nad)opiekuńczego. Warto jednak uznać, że nauka bycia lepszym rodzicem jest zupełnie normalna. Tak normalna, jak nauka jazdy.

Powyższe zdania, czyli konstrukcje 5-8, to efekt drobnych transformacji składniowych zdań 1-4. Transformacje te nie zmieniły znacząco treści czy intencji nadawczych. Zdania 5-8 ponownie zbadałem za pomocą tego samego cyfrowego narzędzia. Wynik – poziom trudności 3, z komentarzem opisowym: „Tekst łatwy, zrozumiały dla przeciętnego Polaka”, a średnia długość zdania wynosi 9 wyrazów. Zrozumiale, prościej, bardziej komunikatywnie często oznacza – na poziomie składniowym – po prostu krócej, tj. krótsze zdania. Lepsze są więc zdania niezbyt długie, nie tak bardzo „ufające” oryginałowi.

Manifest
poradni językowej dla tłumaczy

CO CHCEMY ZROBIĆ?

Naszym celem jest prowadzenie poradni językowej –nie ogólnej, lecz specjalistycznej, tj. przeznaczonej dla tłumaczy. Chcemy publikować porady, które pomagałyby tłumaczom unikać błędów i niezręczności językowych w polszczyźnie, a także sprawniej i piękniej się nią posługiwać.

DLACZEGO CHCEMY TO ZROBIĆ?

Chcemy pomóc tłumaczom lepiej tłumaczyć. Chcemy dać ludziom, którzy lubią rozsądnie i z rozmysłem używać języka, narzędzia do podnoszenia ich językowych kompetencji i świadomości.

JAK CHCEMY TO ZROBIĆ? ZAŁOŻENIA OGÓLNE

Jest kilka obszarów, które zwykle generują problemy w tłumaczeniu z języków europejskich na język polski. Są to (nie wyłącznie, ale w przeważającym stopniu):

  • składnia, zwłaszcza kalkowanie składni oryginału,
  • interpunkcja, zwłaszcza w zdaniach, których budowa jest wynikiem takiego kalkowania,
  • spójność tekstu na poziomie zdań i całych akapitów, co także nierzadko jest pochodną wyjściowych problemów ze składnią,
  • inne zjawiska językowe występujące w polskiej wersji przekładanego tekstu i wpływające na jego kształt, klarowność i zrozumienie.

Chcemy zajmować się problemami z tych właśnie obszarów. Nasze podejście ma być natury praktycznej, raczej – nie akademickiej.

JAK CHCEMY TO ZROBIĆ? NASZE PRZEDSIĘWZIĘCIE

Chcemy publikować porady dwojakiego rodzaju:

  • stworzone na podstawie tłumaczeń w naszych zasobach, z naszej inicjatywy,
  • stworzone w odpowiedzi na konkretne zadawane nam pytania.
Wróć do kategorii